Alla inlägg under augusti 2015

Av Kasia - 28 augusti 2015 10:29

Szczęście, że kiedy brakuje słów...

można się wesprzeć obrazem...

Kiedy wewnatrz brakuje spokoju....

 

Można się wesprzeć... k r a j o b r a z e m .

 

Unosić się na wodzie, bez łodzi. To dopiero uspokaja... ;)


Bycie cześcią tego krajobrazu, tej ziemi, to przywilej.


Zamiast kanalizować energie na panice, wybieram dziś  w d z i ę c z n o ś ć , za to, co jest...



Dobrego weekendu, Drodzy.


Love and peace within!   


ANNONS
Av Kasia - 23 augusti 2015 11:33

Kończący się właśnie weekend był moją prywatną pierwszą szansą tego lata na rozsmakowanie się w napojach wyskokowych.


Relaksując się z piwem w jednej ręce i wężem ogrodowym w drugiej w piątkowy wieczór doznałam objawienia! (Cierpliwości, trzeba doczytać do końca! :)


Alkohol nam przecież szkodzi. Uzależnia. Organizm traktuje go jak truciznę.

Mimo wszystko wyciągamy po niego rękę...

Po chwilę zapomienia...

 

Po odwagę...

  

Po rozwiązany język...

 

Nie na darmo mówi się: in vino veritas, czyli w winie prawda.

 

Alkohol w początkowej fazie daje poczucie ogólnego relaksu, poprawia humor, rozluźnia mięśnie. Wraz z malejącą samokontrolą rośnie uczuci odwagi.

Nic nie jest niemożliwe! Jestem na czubku świata! 


A kto nie chciałby pozbyć się wreszcie paraliżującego strachu...


...Napiszę mu wreszcie, że go kocham!

...Dam koledze w mordę, bo przystawia się do mojej żony.

...Wykrzyczę żonie że nie nawidzę, jak mnie kontroluje. Może nawet jej przyłożę, taki się czuję silny!

...Wreszcie nagadam rodzinie, że mnie wogóle nie znają, że mnie ranią niesmacznymi dowcipami o pedałach bo ja jestem zakochana w koleżance.

...Napiszę maila do szefa, że jest hieną, a ja nie dam się więcej wykorzystywać i odchodzę!

...Sfotografuję się nago i wyślę zdjęcia xxx. Niech wie, że jestem odważna i wyzwolona.


Każdy z nas powinien dobrze wsłuchać się we własne myśli, które ten początkowy stan upojenia nam przynosi. Tam są ukryte nasze największe bolączki, nasze marzenia, nasze pragnienia. Rzeczy wielkie!

Grunt, żeby je dobrze pamiętać dnia następnego. Zachować determinację i odwagę człowieka pijanego ale przy trzeźwym umyśle.


Nie pijmy często. Nie pijmy dużo.

Nie pijmy bezmyślnie.


Miłej niedzieli! :)


Love and peace within!   





ANNONS
Av Kasia - 17 augusti 2015 08:27

Mówią, że raz złodziej zawsze złodziej.

O alkoholikach mówi się: trzeźwy alkoholik. Nigdy nie będzie zdrowy, zaleczony tylko jeśli całkowicie odstawi truciznę, przestanie "zażywać", skończy z nałogiem. Ale słabość do procentów będzie nosił w sobie do końca życia.

Śmieszne, s ł a b o ś ć . . .

Nikt, kto nie musiał sobie w życiu czegoś odmawiać nie zrozumie, jakiej s i ł y , jak wielkiego samozaparcia potrzebuje człowiek uzależniony i wystawiony na pokuszenie. 


Sama odstawiałam wielkokrotnie tylko chipsy. Wielokrotnie, ponieważ moje uzależnienie od nich jest silniejsze niż moja wola. Chociaż one nie pogarszają mojej koncentracji, nie niszczą relacji z najbliższymi i nigdy po chipsach nie urwał mi się film.


A jak to jest ze stresoholikami? Wstydliwe, ale prawdziwe: Film w stresie urwał mi się niejednokrotnie. Pewnie nie jestem sama.

Wiesz, ta chwila, kiedy jesteś tak nabuzowany/-a adrenaliną, tak potrzebujesz odreagować, że rzucasz na oślep raniące słowo, podnosisz głos, chociaż wcale nie chcesz, walisz pięścią w stół, rzucasz słuchawką (to kiedyś!) albo kopiesz z całej siły w ścianę. Wystarczy ułamek sekundy, chwila. Nie jesteś sobą.


Dzięki długim miesiącom terapii, zmianie schematów myślowych (jak ja to nazywam: zawracaniu rzeki) można wyćwiczyć mięsień koncentracji na tyle, by nie dać sie ponieść fali stresu. Na spokojnie można sobie wiele rzeczy wytłumaczyć. Ale wystarczy, że te mechanizmy nas zawiodą, nawet na krótką chwilę, i stoimy znowu z opuszczonymi gaciami, obnażeni, nieradzący sobie z własnymi słabościami. Wstydliwe, ale prawdziwe.

 

Butelkę można zakorkować, wyrzucić, odstawić, spuścić jej zawartość do ścieków. Można się zaszyć. Związać sobie ręce, zakelić usta. Stres można ze sobą zabrać wszędzie. Niewidoczny. (No, może tylko w ciemniejącym spojrzeniu...) Czający się pod skórą. Płynący w żyłach. Pęczniejący w głowie. Wystarczy chwila nieuwagi. Kilka nieprzespanych nocy, zmęczenie, głód. I znów jesteśmy w strefie zagrożenia. Osłabieni.


Tak samo, jak ze zwichniętą kostką. Czytałam gdzieś, że aż do 50% zwichnięć to "powtórki". Raz osłabione więzadła nie chronią stawu skokowego tak dobrze, jak przed kontuzją.


Chociaż... podobno da się to wyćwiczyć :) Potrzebny jest  t y l k o  czas, chęci i koncentracja. Towary bardzo dziś deficytowe...


W chęci nie wątpię. Czasu i koncetracji życzę nam wszystkim na cały tydzień :)


Love and peace within!   

Av Kasia - 12 augusti 2015 07:27

Ciekawe.

Po pięciu tygodniach od skręcenia stopy... nadal boli.

Idę (kuśtykam!) do fizykoterapeuty.

Dotyka, naciska, bada. Znajduje bez problemu miejsca bólu. Uciska. Przechodzi. Na chwilę.

 

To mięśnie. Próbują zrekompensować brak stabilności w uszkodzonej, osłabionej stopie. Są napięte.

W stopie? Pod małym palcem?

Tam jest wogóle jakiś mięsień???


Podobno jest i walczy o to, żebym całe moje 180 cm przy nieskończonej masie ciała jakoś utrzymało się w pozycji wyprostowanej.


Jeśli blisko trzy lata wypalenia nie dały mi do zrozumienia, że mój organizm jest inteligentny, walczy i stara się czasem ustrzec mnie przede mną samą i moim czasem bezsensownym, wyniszczającym trybem życia, to ten maleńki, ukochany, jedyny, najdroższy  m a ł y  p a l e c ... cóż... postawił mnie właśnie do pionu!


Bo tak to już jest wymyślone. Że człowiek ma wiele szans na poprawę, na zmianę, na pójście po rozum do głowy. Jeśli tylko słucha systemów wczesnego ostrzegania. I adekwatnie do informacji reguluje kurs, wraca na bezpieczną drogę.


Drugi przykład. Niezbyt czarujący:

Zatwardzenie.

 

(O czym ona pisze? Ohyda!) Tak tak, wydalanie! Takie niesmaczne. Wszyscy to robią ale lepiej o tym nie wspominać i udawać, że nieeee! Ja nie! Jak ja idę do toalety to są eksplozje konfetti i brokat się mieni, o zapachu tutti-frutti!


Jeśli się porusza temat zdrowia i napięcia związanego ze stresem, prędzej czy później trzeba się otrzeć o "te" sprawy. Bo to zwykle rzołądek i układ pokarmowy jako jedne z pierwszych zaczynają strajk.


Wiesz, co robi krowa, kiedy się wystraszy i czuje instynktownie, że musi uciekać? "Zrzuca balast"! Żeby jej się dalej łatwiej biegło.

Przez grzeczność nie zapytam, gdzie Ty spędzasz poranek przed ważnym spotkaniem lub rozmową o pracę...


To jedna wersja. Druga jest taka, że przy długotrwałym stresie organizm wyłącza system trawienia jako drugorzędny. Adrenalina, nasz hormon walki m.in rozszerza oskrzela - dla poprawy oddechu, pąpuje krew do mięśni i powoduje - aha - skurcz zwieraczy i spowalnia ruchy jelit!


Dziękuję, nie mam więcej pytań!


Tak więc, jeśli czujesz, że ten temat Cię dotyczy, zamiast kupować różne magiczne herbatki lub tabletki z błonnikiem (przy których trzeba pić ogromnie dużo wody, o czym większość ludzi zapomina i zamiast porządanego efektu funduje sobie... gazy!), daj sobie czas. Czas i koncentrację.

Nie spodziewaj się efektu, jeśli będziesz np. płacić rachunki lub przygotowywać na tronie prezentację do pracy. Pamiętaj: fokus i czas. Kontakt. Cierpliwość.


Wiem po sobie. To działa :) Mi zajęło więcej niż rok ale Ty może nie jesteś w aż tak czarnej dziurze. Powodzenia!


Wiem, że temat jest tabu, bla bla, więc nie spodziewam się dyskusji. Chociaż byłaby na pewno bardzo ciekawa :)

Love and peace within!   


Av Kasia - 7 augusti 2015 11:45

Nie narzekałam, kiedy dwie godziny po oficjalnym rozpoczęciu urlopu z rodziną poważnie skręciłam nogę w kostce.

 

Nie narzekałam kłując się w posiniaczony brzuch przed 20 dni.


Nie narzekałam, kiedy druga noga zaczęła mi puchnąć jak balon po podwójnym ukąszęniu jakiegoś agresywnego owada.


Ale dziś, kiedy wreszcie wyszło słońce, u progu ostatniego weekendu urlopowego, a ja muszę chować się w cieniu z powodu kuracji antybiotykowej... trochę mi się zaczynają już nudzić te wieczne małe nieszczęścia.


Siedząc dziś rano w aucie dudniącym muzyką, która miała mi poprawić humor, rozmawiałam poważnie ze sobą: To tylko myśli. To tylko emocje. Przecież wiesz...


Wiem.

Szanuję je.

Słucham ich. Z rozwagą.


Wchodzę do domu. Zamykam za sobą drzwi. I krzyczę. A potem otrząsam się. Jak pies po wyjściu z kąpieli.


Nie jest to piękny widok. Nic z tego nie jest sexy.

Ale pomaga.


Noszenie w sobie swojego nieszczęścia nie jest sexy.


Zrobiłam miejsce na uśmiech. A uśmiech jest sexy :)


Love and peace within!   

Av Kasia - 3 augusti 2015 06:55

Zwykły poniedziałek.

No co?


Niektórym padało z nieba cały urlop.

Inni marzyli o chwili wytchnienia od upałów.

Jeszcze inni za upał i czarter przepłacili a tu na własnym podwórku jak raz też parno, i też olinklizif.

I wąż jest ogrodowy, i balia do skrobania młodych ziemniaków. I najlepsze piwo w Europie w całodobowym za rogiem.

Są nawet tacy Wariaci, u których w tym roku olinklif zawierał kopanie dołów i pare ton worków cementu (i Tym właśnie Wariatom najbardziej teraz z całego serca dziękujemy! <3)


Ale są też tacy, którzy urlop swój dopiero rozpoczną. Cała nerwówka jeszcze przed nimi. I z partnerem trzeba będzie jakoś może porozmawiać. Albo coś.

Oczekiwania są ogromne! Presja rośnie z każdym dodanym przez znajomego na fejsie szczęśliwym, wakacyjnym selfie!

Żeby tylko to.... Żeby tylko tamto.... i wtedy urlop będzie jak ta lala!


A gdyby tak nie mieć ŻADNYCH oczekiwań i postanowić się już teraz ucieszyć ze wszystkiego, co będzie. Albo przynajmniej podziękować, że nie jest gorzej?


Podczas jednej z niewielu rozmów, jakie przeprowadziłam w te wakacje z moją Drugą Połową (bo albo to betoniarka za głośno warczała albo to moja kostka za bardzo była zwichnięta i w glinie się jakoś nie dało kuśtykać!) takie oto usłyszałam słowa:

Ten, kto uważa się za nieszczęśliwego ma zwyczajnie złe informacje.

Tak, rozprawialiśmy o tym, ile mamy szczęścia, że nasza planeta wogóle isnieje. Że wodór i miliony lat i że wielki wybuch. Że życie i oddzielenie światła od ciemności...

I cała reszta.


Może ci, którym ciągle jest źle nie mają tych informacji?

Albo zapomnieli.

Bo życie im dokopało tak, że Wszechświat zszedł na drugi plan.


Mówią, że WDZIĘCZNOŚĆ za to, co się ma jest pierwszym krokiem do lepszego życia.

Szczęśliwszego.


- Co ty mi tu pier... o szczęściu jak ja tu łysieję/żona mnie zdradza/mój mąż to melepeta/dziecko się źle uczy/sąsiadka z leżaka obok zmienia opalacze 3x dziennie! - ktoś powie.


A na imieniny to można farmazony zza kwiatków:

- Przede wszystkim zdrowia i szczęścia, szczęścia, szczęścia....! Cmok, smok, cmok.


No to bierz to szczęście, co jest i nie marudź!


Jeśli go nie widzisz, to weź i sprawdź jeszcze raz!!!


Miłego poniedziałku Wszystkim! :-*


P.S Za co ja dziś jestem wdzięczna:

Za poranny kubek kawy z podkradzionym od Syna mlekiem bez laktozy. Kubek wyrwany w ostatniej chwili z rozpadającego się domu moich Dziadków, dzięki uprzejmości mojego Wuja, któremu się chciało:

 

I za poranny widok z okna. Za oddzielenie wody od lądu. To był całkiem udany cud!

I za równy oddech Drugiego Człowieka dobiegający z sypialni. Zdjęcia nie będzie ;)


Over and out!


p.p.s Zachęcam Cię do odnajdowania powodów do wdzęczności. Wszędzie. Jeśli masz ochotę podzielić się obrazami Twojego szczęścia zapraszam Cię na stronę ZebraZone na facebooku. Tam możesz je umieścić.

Dzięki!


Love and peace within!   

... i przede wszystkim szczęścia, szczęścia, szczęścia!


Presentation


Embracing the NOW, Zebra-style.

Links

Ask Kasia

16 besvarade frĺgor

Latest Posts

Categories

Archive

Guest Book

Calendar

Ti On To Fr
         
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
<<< Augusti 2015 >>>

Tidigare år

Search

Statistics

Follow

Följ ZebraZone med Blogkeen
Följ ZebraZone med Bloglovin'

Skaffa en gratis bloggwww.bloggplatsen.se