Senaste inläggen

Av Kasia - 4 februari 2016 11:25

Dlaczego poczucie kontroli tak nas uspokaja?

Podczas kiedy świat kręci się jak chce. Ludzie myślą i robią co chcą. Życie toczy się własnym torem.

A nasza ingerencja, choć tak dla nas samych kluczowa, lata koło d*py Wszechświata.


O ile nie jesteśmy naukowcami, którzy są na progu odkrycia lekarstwa na raka lub ludzką znieczulicę, nasza ingerecja w bieg historii ma dość szczątkowy zasięg.

Owszem, dla naszych najbliższych jesteśmy wszystkim. Nawet jeden nasz uśmiech potrafi odmienić czyjś dzień, może nawet los. Może nawet nasz własny los.

Jednak nasze powodzenie w tym ostatnim rzadko zależy od tego, jak bardzo będziemy się napinać, gimnastykować, stresować i pocić.


Tak mało rzeczy wymaga w rzeczywistości śmiertelnej powagi. Tak mało rzeczy wpływa negatywnie na...cokolwiek!


Kurz w kątach.

Oczko w pończosze.

Czyjś krzywy uśmiech.

Metrowe pasmo papieru toaletowego przyklejone do obcasa.

Szef, który zachowuje się, jakby od miesięcy miał zatwardzenie.

Brak polskich pączków w Tłusty Czwartek...


To drobnostki.

Nie czynią z nas mniejszych ludzi. Nie wpływają drastycznie ani na nasz los, ani na bieg historii.


Cóż więc nam pozostaje?

 

Zrelaksuj się!

NIC NIE JEST POD KONTROLĄ!


Dobrego dnia!   

ANNONS
Av Kasia - 30 januari 2016 22:12

Siedemnaście lat temu.

Warszawa.

Jesień, a może przedwiośnie. Nie pamiętam.


Bardzo wczesne poranki.

Chłód.

Światło latarni.

Ja.

I tramwaje na Żolibożu. Betonowym, pieprzonym Żolibożu.

Plastikowe, zimne siedzenia.

Biurowy mundurek.

I Radio Classic.

...Concierto de Aranjuez. Zaczarowana klasyczna hiszpańska gitara.


Nieznośny i magiczny czas.

Marzenie...


Spełniło się dzisiaj. Właśnie dzisiaj!

W Berwaldhallen w Sztokholmie.

Argentyński wirtuoz gitary klasycznej Rolando Saad i orkiestra symfoniczna.

Gęsia skórka i łzy.

Magia!

 

Zresztą posłuchajcie sami:


Dobrej nocy i spełnienia marzeń!   

ANNONS
Av Kasia - 28 januari 2016 15:53

CIAŁO

Ciało Ty moje najpiękniejsze. Jedyne!

Jak nikt inny, nieustannie jesteś przy mnie. Wierne. Oddane. Skomponowane, by mnie nieść przez życie. Wspierać w każdej chwili.

To Ty mi pomagasz przetrwać.

Dzięki Tobie poruszam się po świecie.

Dzięki Tobie jestem widzialna. Choć tak często niewdzięcznie sunę wzdłuż ściany wstydząc się za Ciebie.

Bo jesteś źródłem największego zła.

Za grube, za chude, za małe, za duże, brzydkie, niedoskonałe, za bardzo luba za mało piegowate. Obwisłe, pomarszczone. Ty Ciało niewystarczające!

Ciągle Cię muszę poprawiać, korygować, doprowadzać do porządku.

Walczę z Tobą jak z największym wrogiem.

 

Bo robisz mi czasem na złość. Przyznaj. Utrudniasz! Chorujesz. Bolisz. Niedomagasz.

 

Ale zrozum, ja mam tu życie do przeżycia. Robię co mogę.

Czasem może i niedosypiam, może i niedojadam. Ale kupiłam witaminy, przyrzekam! Zacznę brać.

 

Pewnie chcesz, żebym skończyła z ciastkami na drugie śniadanie? Ale Ciało, wiesz przecież, jak to jest po nieprzespanej nocy. Jakoś trzeba się ratować, dodać energii. Mi też się czasem coś należy. Najwyżej nie zjem kolacji. Poodchudzam się dwa dni. Albo zrobię sobie wycisk! Dam czadu na siłce. Wypocę się!

 

A jutro założę wysokie obcasy, obcisłe gacie, będzie pięknie! To co, że boli, że uwiera. Że czerwone ślady na biodrach, że krew nie dopływa. Jest pięknie. Ciało, teraz jesteś OK!

Tak trzymaj!

 

A jak nie chcesz trzymać? Jak się sypiesz…

Jest ból. Czasem dół.

Panika, prochy i wio!

 

Bo ważne spotkania, dedlajny.

Śmieszne słowo ten dedlajn. Że jakaś linia? I że śmierć?

 

Nie Ciało. Nie wygłupiaj się! Przecież jeszcze jest czas.

Mamy czas, tak?

Pokiwaj głową.

Daj trochę nadziei, że nie jest ze mną beznadziejnie!

 

Wezmę Cię na kolano. Utulę. Będę Cię głaskać, głaskać, głaskać.

Dziękować Ci, że jesteś, że rozmawiasz ze mną. Na Twój sposób.

Nie używasz moich ust, bo z nich płyną farmazony o nieśmiertelności, o nieskończonych zasobach, którymi można szastać na prawo i lewo. Bezmyślnie.

Ty dajesz mi sygnały.

Zawroty głowy, ból w krzyżu, zadyszka, opryszczka, różyczka.

 

Chwileczkę, ja już to gdzieś słyszałam. Nie rozumiałam, że to moje Ciało mówi do mnie.

 

Dziś Mu odpowiem.

Będę szeptać: Kocham Cię Ciało.

Wybacz to zaniedbanie.

Poprawię się. Będę Cię rozpieszczać i głaskać, głaskać, głaskać.

Bez Ciebie nie mogę nic, moje Ty Jedyne Ciało.

 

 

Av Kasia - 26 januari 2016 10:25

Zdaję sobie sprawę, że dla Kogoś może to być ostatni raz kiedy się widzimy.

Ale może nie szkodzi, jeśli się nie zgadzamy ze sobą w kontekście religijnym? :)


Dlaczego nie piszę/do tej pory nie pisałam o religii? Bo obecnie prawie każda ociera się o fanatyzm.

I żadna nie jest ani odrobinę lepsza od ludzi - ziemskich, slabych postaci, które ją (wstaw odpowiednie) wymyśliły.


Wiara to co innego. Sprawa intymna. To siła, która pomaga nam przetrwać, kiedy intelekt już nie wystarcza.

To też sprawa osobistego wyboru, którego w klerykalnym kraju się ludziom nie daje. Na zasadzie, albo jesteś z nami, albo przeciwko nam.

Uważam, że niebezpieczne i bardzo zuchwałe jest dawanie ludziom złudzenia, że jest jakaś siła sprawcza, która ich zwalnia z obowiązku robienia wszystkiego, co w ich ludzkiej mocy...


Dlatego wytrwałam bardzo długo nie rozdrapując tematu religii i wiary.


Kilka dni temu jednak usłyszałam takie z pozoru niewinne słowa, które jednak zdołały rozbudzić mnie intelektualnie na wielu poziomach.


No i nie da się inaczej, muszę napisać.

 

"Wyglądasz jak buddystka"... No i zaczęło się:


Jak wygląda wiara w coś?

Jak wygląda człowieczeństwo i dobroć?


Czy powieszenie na szyi wisiorka z osoba siedzącą w pozycji lotosu lub krzyżem czyni nas od razu wyznawcą? A może tylko fanem? 


I czy tu chodzi o to, co widzą inni? I o to, czy Cię mogą zaszufladkować. Przypisać do jakiegoś obozu (przyjacielskiego lub wrogiego, a może tylko  o b c e g o ?)

Bo obce jest przecież przerażąjące, i prawdopodobnie ZŁE. A przynajmniej najlepiej wyjść z takiego założenia dopóki nic innego nie zostanie stwierdzone... (Chociaż na tym też raczej trudno polegać, bo fakty zmieniają się w zalezności od tego, jakie media je podają...)


***

Od kilku lat medytuję. Początkowo był to sposób pracy nad stresem i wypaleniem zawodowym.

Dziś regularnie przebywam w kręgu buddystów lub ludzi zainteresowanych buddyzmem.

W okolicy świąt Bożego Narodzenia, w domu rodzinnym zadano mi pytanie (z lekką, lecz wyraźnie wyczuwalną nutką zaczepności w głosie): to co, teraz zostaniesz buddystką?


Precyzja mojej odpowiedzi zdumiała mnię samą:

"Nie szukam w tej chwili nowej religii. Póki co próbuję się otrząsnąć z tej, którą mnie indoktrynowano przez lata. Ale owszem, mój światopogląd jest bardzo zbliżony do buddyjskiego."


Dlaczego?

Bo interesuje mnie mój własny wkład w moją codzienność. Bo potrzebuję przypomnienia, że to ja jestem spiritus movens tego, co będzie dalej.

Nie dlatego, że rozdaję przysłowiowe karty, ale dlatego, że mam mój własny, osobisty STOSUNEK do tego, co mi się przydarza. Że mogę koło fortuny, wolę bożą czy zrządzenia losu przyjąć bez tego dramatyzmu, jaki wpisany jest w np. katolicyzm taki, jakim ja go znam.

Moje potknięcia nie skazują mnie na wieczne wygnanie, nie robią ze mnie potępieńca. Nieszczęścia nie są karą za złe czyny. Nie potęgują poczucia wstydu i bycia gorszym. Uczuć, z jakimi musiałam walczyć przez lata.


Na koniec interesuje mnie tylko bycie nadzwyczajnie dobrym człowiekiem.

Nie, nie zwykłą, miłą osobą.

Chcę być dobra nadzwyczajnie.

Nie, nie naiwną, nieasertywną, miękką górą puchu, która całymi dniami wącha kwiatki i wszystkim mówi tak.

W mówieniu nie i byciu konsekwentnym, czasem twardym też może się kryć cała masa dobroci i autentyczności. Taki jest mój cel. Bez względu na to, co widać.

 

Bo najwięcej mówi o nas to, czego nie widać...


  


Av Kasia - 24 januari 2016 19:22

Od tygodnia pracuję. A ściślej ćwiczę pracowanie.


Po trzech latach wypalenia zawodowego. Po jednej nieudanej próbie powrotu do zawodu. Po ponad rocznym, bardzo delikatnym, powolnym wdrażaniu się w obowiązki dużo mniej skomplikowane niż moja własna praca postanowiłam spróbować jeszcze raz.


Pierwszy tydzień pracy zbiegł się z urodzinami mojego Syna.

W sobotę niewielka grupka dzieci zawładnęła na kilka godzin naszym domem. Były wrzaski, bieganie, dyskoteka i tort inspirowany Gwiezdnymi Wojnami:

 

A wieczorem niespodzianka od męża. Kolacja dla dwojga w bardzo romantycznym miejscu na Sztokholmskiej Starówce. #LeRouge.


Oto kilka zdjęć z wartego odwiedzenia miejsca:

         

Wężymord czarny ze szpinakiem i jajkiem w koszulce. Cudo nie tylko dla oka.

 

ETC - espresso, trufla czekoladowa i cognac na deser.


A na koniec spacer przez zaśnieżone miasto w Całkiem Fajnym Towarzystwie.

 

***


Jedna z najważniejszych lekcji, jaką biorę ze sobą z tego wypalenia, to to, że nawet miłe zajęcia kosztuja dużo energii.

Ziewam aż mnie bolą szczęki i mówię Dobranoc Państwu.


Av Kasia - 22 januari 2016 23:27

Czy ja śnię?

Za chwileczkę koniec stycznia!

1/12 roku, który dopiero co witaliśmy już prawie za nami.


Czy to czas płynie za szybko, czy my za mało do tego czasu przywiązujemy uwagi?

Rozmieniamy go na drobne....

Drobne zajęcia.

Drobne myśli.

Drobne znajomości.

Drobne rozmowy.


Jedna podobna do drugiej. Dni zlewają się z sobą. Myśli także.


A jednak każdy czeka na jakiś przełom. Na jakiś lepszy czas, na to  p r a w d z i w e  życie, które się zacznie, kiedy już.... No właśnie. Kiedy?


Rutyna jest niebezpieczna.

Wygodna, znajoma codzienność usypia naszą czujność. Nawet ta trudna, ta, w której stale z czymś się zmagamy. A przecież w tych zmaganiach czujemy do szpiku kości, jak mocno żyjemy. Prawda?

A może otumania nas to nasz ciągłe  r o b i e n i e ?

Ale wybieramy je, bo jest mniej skomplikowane niż   b y c i e   i   c z u c i e .

 

Nie umiem rozgryźć zagadki naszej ludzkiej słabości. Tego, że tak trudno nam się skłonić do robienia tego, co jest dla nas najlepsze.


Kopię często z Synem piłkę na dziedzińcu szkolnym. On stoi na bramce a ja się staram strzelić gola. Notorycznie nie trafiam.

Wydaje mi się, że kopię w dobrym kierunku ale piłka prawie zawsze toczy się odrobinę za bardzo to w lewo, to w prawo.


...Wiem już, że wystarczy maleńka korekta. Tylko jeszcze nie odkryłam, jak ją wprowadzić w życie.

 

Kłaniam się.

Av Kasia - 20 januari 2016 23:28

Co roku od siedmiu lat noc z 20 na 21 stycznia to noc odliczania godzin, noc wspomnień i silnych wrażeń.

Siedem lat temu, dokładnie między 23 a 3 nad ranem walczyłam o ten ostatni, dziesiąty centymetr...


Ale to nie na tym "drobiazgu" skupiamy się tej nocy. Skupiamy się na tym, co było potem:

Dziecko. Mały - Wielki Człowiek.

   

Mój najlepszy Wychowawca.


Nauczyciel pokory, konsekwencji, stawiania granic, dobroci, wybaczania, ironii i synonimów. 

    

Av Kasia - 17 januari 2016 22:57

Chciałabym zrekompensować Szanownym Czytelnikom kupę (pod kupą jest link!) z ostatniego tekstu.


Sprawy ważne bardzo dobrze jest rozpatrywać na łonie natury. Chodzić, myśleć sobie, kiedy wokoło jest pieknie.

Dziś, na krótkiej wycieczce na wieś, miałam ku temu szansę.


Najpierw pokażę kilka zdjęć, a potem opowiem, co wymyśliłam:

             

(Grippsholmsslott w Mariefred)


Od dawna na ścianie w mojej sypialni wisi karteczka ze słowami:

Nikt nie może cię zranić bez twojego przyzwolenia. (Gandhi)

Pożółkła, "zwiędła", jakaś taka trochę zapomniana.

Przypomniała mi się w porę...


To ja decyduję, jak bardzo mnie ludzka nieczułość/głopota/nienawiść/etc. zgniotą, zranią, zabolą.

Durne postępowanie osoby X nie odziera mnie z godności, tylko ją.

Owszem, eksponuje moją łatwowierność, miękkość, naiwność, ale to jest cena autentyczności, którą jestem gotowa zapłacić zawsze.


I o ile w punkcie kulminacyjnym takich lekcji życiowych jak zawiedziona pryjaźń, kłamstwo, zdrada łatwo marzyć o tym spokojnym czasie sprzed, to takie "jazdy" mają swoją funkcję w życiu.

Przypominają nam o naszych granicach.

O naszej pięknej (NAD)wrażliwości.Wielkoduszności.

Człowieczeństwie.


Przebaczenie to zauważenie w drugim człowieku jego ułomności bez osądzania go.

Przebaczenie to doskonały akt uszanowania naszej wzajemnej ludzkiej niedoskonałości.

(Można cytować!)


I tyle. Natura widać wydobywa z człowieka to, co najlepsze   

A czesem go połknie, wyżuje i wypluje ;)


p.s Dziękuję Mężu za prowadzenie i pozowanie :-*

Presentation


Embracing the NOW, Zebra-style.

Links

Ask Kasia

16 besvarade frĺgor

Latest Posts

Categories

Archive

Guest Book

Calendar

Ti On To Fr
       
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
<<< Juli 2016
>>>

Search

Statistics

Follow

Följ ZebraZone med Blogkeen
Följ ZebraZone med Bloglovin'

Skaffa en gratis bloggwww.bloggplatsen.se