Senaste inläggen

Av Kasia - 14 januari 2016 14:34

(TYLKO DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH!)

Nigdy nie piszę o sprawach dla mnie abstrakcyjnych.

Ani o tym, czego sama nie doświadczyłam.


Aktualnie jestem na ringu z koleżankami Godnością i Wielkodusznością. Walczymy o trofeum PRZEBACZENIA. Druga nagroda: ZAUFANIE.

I raz stoją te dostojne panie w moim narożniku i jest całkiem OK, a innym razem Godność daje mi w przeponę a Wielkoduszność odwraca się plecami i idzie na kawę.


Dziś usłyszałam, że przebaczenie jest dla siebie. Bo wiadomo, po co samemu pić truciznę przeznaczoną dla kogoś innego....

Jednak główne przesłanie było takie, że wybaczyć, to nie znaczy automatycznie zdecydować się by komuś na nowo zaufać.

A to nowe!


Będę teraz o tym rozmyślać, a Szanownego Czytelnika pozostawiam z niesmacznym, ale jakże boleśnie prawdziwym obrazem przypominającym o tym, co to znaczy zawieść czyjeś zaufanie.

 

"Gdy ktoś Ci narobi na talerz, to nawet, jeśli będzie przepraszać milon razy, to Ty i tak zostajesz z kupą na talerzu."


P.S Wyjaśnienie dla osób szczególnie wrażliwych: kupa na zdjęciu jest atrapą, strasznie śmieszną dziecinną zabawką :)


ANNONS
Av Kasia - 12 januari 2016 11:52

W miniony weekend usłyszałam wiele mądrych słów. Wiele pracowałam. Razem z innymi, często obcymi ludźmi.

Niebywałe, jakie tematy mogą się wywiązać przy obieraniu ziemniaków i mieszaniu przypraw.


To, co wyjątkowo mocno przylepiło mi się do pamięci, to słowa zasłyszane podczas jednej z medytacji:


***

Dla czystego umysłu cały świat jest czysty...


Cóż... Trudno się z tym niezgodzić. Wg tej zasady nie posądzamy innych o rzeczy, których sami byśmy nie zrobili...

I odwrotnie!


Dlatego warto przyjrzeć się temu, co myślimy o innych.

To, czy dajemy sobie pomóc podobno też mówi wiele o tym, jak czyste są nasze intencje, gdy pomoc ofiarujemy innym.


Z tymi oto myślami zostawiam Cię, Drogi Czytelniku, ofiarując kilka zdjęć, które udało mi się zrobić w tych krótkich chwilach w ubiegły weekend, kiedy miałam czyste ręcę :)

Na drzwiach do mojego pokoju...

 

Zupa porowa...

   

Seler naciowy do tarty z jarmużu...

 

Do następnego razu!


Love and peace within!   

ANNONS
Av Kasia - 6 januari 2016 22:28

Wyjeżdżam jutro (czwartek).

Mimo, że czuję się lekko (bardzo!) osłabiona fizycznie i lekko "nadszarpnięta" emocjonalnie po ostatnich wydarzeniach, to strasznie się cieszę.


Wczoraj dotarło do mnie jakoś tak mimochodem: po raz kolejny mam szansę robić NA RAZ dwie rzeczy, które tyle mi dają!


Medytować i gotować!

Karmić 22 osoby przez cztery dni wegetariańskimi daniami przyprawionymi szczodrością, dobrą wolą i cóż, miłością... i 4 razy dziennie siedać do medytacji...

Jestem strasznie za to wdzięczna. Cieszę się jak norka (jakby to powiedziała pewna Ania!).


Wdzięczna też jestem tym, którzy się odezwali w zeszłym tygodniu ze słowami otuchy w trudnej dla mnie chwili.   

Przeżyłam.

Żyję!

Na pewno jeszcze o tej lekcji napiszę...


Wracam po weekendzie!

Ciekawa jednak jestem czy i jak Państwu wypaliły postanowienia noworoczne?

(O tym też będzie niebawem!)


Love and peace within! *


Av Kasia - 4 januari 2016 15:34

Podono NIE to słowo jakie rodzice najczęsciej mówią swoim dzieciom...


I tak już później idzie dalej. Od dziecka się uczymy mówić: O nie! O nie! O nie!


O nie! Jak ciemno, tego słońca to jak na lekarstwo!

O nie! Słońce wyszło, teraz cały kurz będzie widać!


O nie! Nikt do mnie nie dzwoni, nikt się nie zainteresuje.

O nie! Chwili spokoju nie ma. Przecież się nie rozerwę.


O nie, co to za dzieci, nic nie pomogą!

Oj, nie, nie! Jak ty to robisz, tylko przeszkadzasz!


O nie, nie ma śniegu. Bez śniegu co to będą za święta!

O nie, śnieg spadł! Jak tu teraz jeździć!

 

Czasem tak siedzę i myślę: Jak my ludzie wszystko komplikujemy....


Zamiast poczuć się częścią tego, co się wokół nas dzieje.

Okazać trochę pokory i wdzięczności.

I zwyczajnie BYĆ w tym, co JEST.


  




Av Kasia - 2 januari 2016 17:28

Mówiłam, że w tym roku będzie bardziej boso.


Pisanie miało być nie tylko BEZ WOALKI ale i BEZ BUTÓW! Miało być fajnie.


Aż tu życie, po raz kolejny, no cóż, trzepie mnie po dupie.

Jestem nie tylko bez butów ale i rozczochrana i zupełnie nieadekwatna. I z przysłowiową ręką w nocniku.


Chociaż to nie ja nawaliłam. Tylko ktoś inny.

Chodzę więc teraz (w podwójnych skarpetach, a nie boso!) i kombinuję, jak tu:

Po pierwsze nie zwariować.

A po drugie nie popaść w samoudręczanie, bo dałam się tak wmanewrować.


Jestem w kropce. Źródełko jest zatkane.

Aż do odwołania.


/K

Av Kasia - 31 december 2015 16:17

 

Tym razem wyjątkowo refleksyjnie

Na Rok 2016 życzę Państwu

Sensownych postanowień

I mądrych wyborów

W myśl poniższych słów:

 

"...I dopiero gdy,
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie (...) rzeczy i znów:
Pójdę boso.

Zamkną za mną drzwi.
Pójdę boso.
Nie zabiorę nic.
Pójdę boso..." *

 

Mamy tylko jedno życie. Warto pamiętać, że i tak opuszczamy je boso...

 

W moim małym miejscu na ziemi czuję nadchodzące zmiany.

w tej chwili mogą być tylko na lepsze.

Do zobaczenia po drugiej stronie tego roku!

/K



* Autorzy tekstu BOSO: Bartłomiej Kudasik, Sebastian Karpiel-Bułecka

Av Kasia - 29 december 2015 15:41

Rok się kończy!

Ja pierdzielę.

Czy jeśli do 31 grudnia, godź. 00.00 nie rozpakuję walizki z wyjazdu świątecznego, to znaczy,  że przez cały kolejny rok będę niechlujna, powolna, niezorganizowana?

Że cały rok będę chodziła z poczuciem winy, że mogłam coś zrobić lepiej? Bardziej się postarać? Więcej z siebie dać?


Jeśli czegoś nie dokończę do tej sądnej daty i godziny, to będę okrzyknięta (najpewniej przez mojego wewnętrznego krytyka!) nieudacznikiem?


Trudno powiedzieć. Raczej nie! A jak Ty sądzisz?

Nie o mnie, ale o sobie.

***

Plany to ja miałam wielkie na te ostatnie dni roku. Aż tu nagle ból w mięśniach i w nosie kręci. Kicham... na wszystko!

Jedyny raktunek, to dzień w piżamie. Odpoczynek.

I jestem wdzięczna, że ciało tak chciało. Że mi o sobie przypomniało :)

 

Przez te świąteczne podróże i dni wolne nie wiem nawet, jaki dziś jest dzień tygodnia.

Rysuję z Synem i przypominam sobie, że kiedyś strasznie, panicznie bałam się bycia nieproduktywną. Bałam się dni, w których NIC się nie działo. Bałam się zastoju. Ciszy, w której słychać własne myśli: za mało robisz, za mało sie starasz, co ty jestes warta....?

 

A dziś? Cóż, wiem - z bolesną jasnościa, że życie ma dla nas własny scenariusz. Mimo to, a może własnie dlatego pozwalam sobie na dni kiedy bieg jest włączony na luz.


Ktoś mi powie: no wiesz, ale nie każdy może sobie na to pozwolić.

Owszem. Są dni kiedy i ja nie mogę sobie na to pozwolić. Ale zwykle problem polega na tym, że my SAMI nie umiemy sobie dać przyzwolenia na bycie nie w formie.


Bo będzie dramat. Plan nie zostanie wykonany. Bo świat się od tego zatrzyma i zawali.


Czyżby?

Jakiś czas temu zafundowałam sobie permanentne przypomnienie o tym, że to moje ego, moja potrzeba bycia niezastąpioną i ważną funduje mi najwięcej dramatów.

Ważna to może ja i jestem, dla mojej rodziny, najbliższych, ale zwykle nie z tych powodów, o jakich do tej pory myślałam....

 

No drama. Kochani, to tylko koniec roku. I początek.


Bez względu na to, jakie mamy plany i postanowienia na nowy rok, 1-go stycznia obudzimy się takimi samymi ludźmi, jakimi byliśmy 31 grudnia. 


Więc może lepiej być miłym dla siebie już dzisiaj? :-*

Dom

Av Kasia - 27 december 2015 17:38

Dom.


To tam, gdzie stale wracamy...?

Czy tam, gdzie stale jesteśmy...?


Każdy skądś się wywodzi. Gdzieś przynależy. Jest częścia jakiejś większej układanki. Od której nierzadko próbuje się uwolnić przez całe życie. Od której ucieka. Bez skutku.


Bo nierzadko to, co nas najbardziej dręczy, podąża za nami jak cień. W nowe miejsca. W nowe związki. Na kolejne stanowiska pracy.

***

Od prawie piętnastu lat mam dwa domy.

Przez pierwsze lata oddalenia od domu rodzinnego w Polsce dużo płakałam. W święta, w urodziny najbliższych, swoje. I w zwykłe dni.

Płakałam wracając z krótkich wizyt w Polsce. Kurczyłam się w sobie w drodze powrotnej, uczyłam się za każdym razem od nowa nie być tam, żeby móc być tutaj. 


Potem było sporo irytacji. Oddalenie geograficzne miało oddalić mnie intelektualnie i poglądowo od "starej" ojczyzny. Zmieniłam się. Straciłam cierpliwość do dawnych, skostniałych konstelacji. Wyrosłam z nich. Jak mi się zdawało. Bardzo się męczyłam nie przynależąc już tam, i nie do końca będąc w domu tutaj.


Dziś, po długiej, wyboistej drodze, i wielu refleksjach nad samą sobą myślę, że mój DOM jest we mnie.

Że to ja DOM przynoszę ze sobą na każde spotkanie z drugim człowiekiem. Bez względu na miejsce. Bez względu na fizyczne oddalenie od tej strefy bezpieczeństwa, którą gdzieś tam sobie przez lata umościłam.

Dzieki temu wszędzie mogę być U SIEBIE.

 

Czuję się wielką szczęściarą i uśmiecham się pod nosem za każdym razem, gdy wieszam moją koszulę nocną na drzwiach łazienki w domu rodzinnym. Tuż obok szlafroków mamy i taty.

Czuję się taką samą szczęściarą, kiedy mogę z takim samym uśmiechem zapiąć pasy w samolocie unoszącym mnie nad wielkim morzem.


Wydaje mi się, że to się nazywa.... wolność. Free-DOM.

 

     


Życzę Ci, Najdroższy Czytelniku, poczucia przynależności do siebie, gdziekolwiek jesteś. I o czym kolwiek ukradkiem marzysz na zbliżający się wielkimi krokami nowy rok.

/K

  



Presentation


Embracing the NOW, Zebra-style.

Links

Ask Kasia

16 besvarade frĺgor

Latest Posts

Categories

Archive

Guest Book

Calendar

Ti On To Fr
       
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
<<< Juli 2016
>>>

Tidigare år

Search

Statistics

Follow

Följ ZebraZone med Blogkeen
Följ ZebraZone med Bloglovin'

Skaffa en gratis bloggwww.bloggplatsen.se