Senaste inläggen

Av Kasia - 4 april 2016 12:57

Nie raz już mówiłam, tłumaczyłam, błagałam, żebyś zrozumiał, że nikt Ci nie da szczęścia.

Świat zewnętrzny, żadne rzeczy ani ludzie, nawet ci, których kochasz i cenisz najbardziej na świecie, nie mogą ze swojej strony zapewnić, że TY będziesz szczęśliwy.


To zadanie należy do Ciebie. I do mnie. Do każdego z nas z osobna.


Pewnie się spodziewasz, że powiem: rób tak, żeby Tobie było dobrze, bo nikt się nie zatroszczy o Ciebie tak, jak Ty sam.


To swoją drogą również prawda, ale dziś pójdziemy o krok dajej, porozmawiamy odważniej.


Co by było, gdyby szczęścia się nie dało osiągnąć, wypracować, wybudować, znaleźć gdzieindziej?

Bo że się go nie da kupić to już niektórzy z nas wiedzą... (choć nie wszyscy!)


Może do szczęścia wystarczy tylko jedna prosta rzecz?


Zwyczajnie nie być NIESZCZĘŚLIWYM?

 

Usłyszałam niedawno właśnie te słowa:

By odkryć w sobie pokłady niezmierzonego szcześcia wystarczy przestać się unieszczęśliwiać.

 

Podchwytliwe, co nie?


Bo kto na ten przykład powiedział, że naszym moralnym obowiązkiem jest ciągłe martiwienie się?

O przyszłość, o rodzinę, o nasze zdrowie, o podwyżkę, o to, czy się mleko nie przypali, czy mamusi się spodoba mój sweterek, czy mężowi poskamuje obiadek, czy koleżanka nie wyśmieje nowej fryzury, czy mi oczko w rajstopie nie pójdzie?

Nie ważne, czy kwestia jest śmiertelnie poważna, czy trywialna. Nasze zmartwienie niczego nie rozwiązuje.

Przeciwnie, unieszczęśliwia nas i odbiera zdrowy rozum oraz siłę do najlepszego rozwiązania problemu, który może, ale nie musi nam się przytrafić.


Więcej?

Proszę bardzo:

Iluzja idealnego życia dajmy na to. 

Dobra passa zawsze się kiedyś skończy, utrata pracy, zdrada, cellulit. Nie ma znaczenia jak bardzo będziemy się starać kontrolować wszystko i wszystkich dookoła. Trudności i wyzwania pojawią się prędzej czy później.

Największym problemem ludzkości jest opinia, że jej największym problemem jest posiadanie problemów, powiedział Theodore I. Rubin, amerykański psycholog z lat dwudziestych.


Innymi słowy: to nie problemy nas unieszcześliwiają, ale nasze podejście do nich.

Cierpienie jest wpisane w ludzką egzystencję.


Nasuwa się więc pytanie:


Czy cierpiąc można mimo wszystko być szczęśliwym? Lub inaczej: czy tylko w warunkach idealnych można odczuwać szczęście?


Jak myślisz?


Love and peace within! 


ANNONS
Av Kasia - 2 april 2016 14:44

         

Głupio tak być chorym w samym środku remontu kuchni na wsi.

Jedyne, w czym daję radę uczestniczyć, to gotowanie i dokładanie do kominka.

Byłam też raz w porcie, pogrzebać kijkiem w lodowatej wodzie. I złapać za rękaw Syna, który tak się zajął rozpruwaniem kry lodowej, że prawie umoczył nogi.

Bez działającej kuchni trzeba się dużo nagimnastykować, fizycznie i psychicznie, by nie zwariować ;)

Patrzenie na pracującego męża nie przychodzi mi łatwo. Poczucie winy to prawdziwa wydra, jakby powiedziała moja Babcia.


Oby Państwo umiało cieszyć się z wolnego czasu w ten weekend.


Love and peace within!



ANNONS
Av Kasia - 29 mars 2016 14:44

Opowiem Ci o mojej Wielkanocy.

Może po przeczytaniu Ty mi opowiesz o swojej?

Może masz świąteczne postanowienia, np. czego już nigdy nie zrobię kosztem siebie żeby zadowolić innych?

Gdzieś je przecież trzeba zapisać, żeby nabrały mocy. I żeby się bylo gdzie z nich kiedyś rozliczyć :)

Zapraszam!


Po raz czwarty w przeciągu ostatniego roku byłam wegetariańskim kucharzem na kursie medytacji.

Jako wolontariusz.

 

4 dni. 120 porcji wegetariańskich pyszności. Przeplatanych 14-stoma sesjami medytacji.


Pamiętam z lat dziecinnych, że przed świętami często chodziło się na rekolekcje.

Nie rozumiałam wtedy do końca ich celu.

  

Dziś dla mnie te kursy to właśnie taki rozrachunek na własny użytek....

Chwila na wnioski. Przedświąteczne porządki.


Złapanie perspektywy na rzeczy ważne poprzez chwilowe oddalenie się od cidzienności.


 

W przecudnym, spokojnym otoczeniu.

W ciszy, ponieważ od rana aż do kolacji wszyscy milczą.

Zapatrzeni w siebie.*

Kontemplujący.

Dający sobie nawzajem przestrzeń i czas.


Ale również małe, wzruszające dary:

 

Jak ta filiżanka porannej kawy, świeżozmielonej przez uczestniczkę kursu, zaparzonej dla mnie.


W ciszy nawet rzeczy małe nabierają większego znaczenia.

 

W ciszy można usłyszeć siebie.

Najcichszy głos, który coś nieśmiało szepcze. O coś prosi.


Mój cichy głos już w Wielką sobotę wyszeptał, że tyle pracy to teraz nie dla mnie.

Mimo, że wróciłam wg planu do domu na Wielką niedzielę, to jeszcze w trakcie kursu zrezygnowałam ze wspólnych wieczorów, niektóre zajęcia spędziłam przysypiając na sofie. Oddając sprawiedliwość i honor mojemu zmęczeniu.

Dało się.

Nikt mnie nie zrugał. Nikt nie miał do mnie pretensji za zmęczenie, za potrzebę odpoczynku.

(A spróbuj tylko w trakcie rodzinnego wielkanocnego śniadania walnąć się na wersalkę u cioci-kloci!!!)


Wróciłam z tych rekolekcji z mocnym postanowieniem zawarcia przyjaźni z czasem.

Nie chcę więcej używać zwrotów:

Czas mi ucieka!

Nie ma czasu.

Pospiesz się.

Nie zdążysz.

Idź szybko i ... (te ostatnie do siedmioletniego Syna, który bezwiednie uczy się ode mnie walki z czasem!)

Pobiegnę tylko i...

Szybko, szybko!


Dla każdego z nas doba ma 24 godziny.

I nie warto się szamotać, gimnastykować, by rozciągać ten czas, który dla każdego płynie przecież tak samo.

Za to można i należałoby się zastanowić na co się swój cenny czas na tej pięknej Ziemi trwoni:

Na spędzanie czasu z ludźmi, których nie lubimy lub nie szanujemy?

Na przygotowywanie siedmiu dań świątecznych zamiast jednego. I zupy?

Na gapienie się w telewizor zamiast rozmowy z bliskimi, lekturę?


Wariantów jest wiele. Tak na świeżo, zaraz po świętach, każdy z nas wyraźnie jeszcze czuje, gdzie popełnił błąd. Co powinien był zrobić inaczej.

Namawiam do solennych postanowień na gorąco, by uniknąć nieszczęść następnym razem. Do Bożego Narodzenia już niedaleko!


Love and peace within!



*Od kiedy i dlaczego bycie zapatrzonym w siebie nabrało pejoratywnego znaczenia, proszę Państwa?

Av Kasia - 22 mars 2016 10:52

Taka mała refleksja z ostatnich dni zainspirowana ciekawymi rozmowami i różnymi wydarzeniami.


Co to znaczy być dobrym?


Czy zapewniając wszystko swojemu dziecku jest się dobrym rodzicem? Czy może dobry rodzic to taki, który uczy dziecko polegać na sobie?


Czy dobry nauczyciel to ten, który jest miły, czy ten, który wymaga i motywuje do ciężkiej pracy?


Czy dobry człowiek to ten, który rzuci bezdomnemu piątaka, czy ten, który da mu pracę?


Czy dobry przyjaciel to ten, który Ci poprawia samopoczucie, czy ten, który chce byś był caraz lepszym człowiekiem?


Czy dobry kolega to ten, który zostaje notorycznie po godzinach w pracy czy ten, który ma odwagę powiedzieć szefowi wybacz, nie wyrobię się dziś z tym zadaniem, chcę zobaczyć moje dziecko zanim zaśnie.


Czy dobry współmałżonek to taki, który zawsze się z nami zgadza, czy ten, który potrafi nam pokazać sprawy z innej perspektywy?


Czy wreszcie  j a  jestem dobry mówiąc wszystkim  t a k  ? Czy najlepsza wersja mnie to taka, która umie sie nie zgodzić na coś dziś dla większego dobra jutro?


 


Konkluzja jest taka: nie zawsze ten, który pokazuje zęby i warczy, to ten, kto chce dla nas źle.

Często uświadamiamy sobie to dopiero po czasie.


Nawet nasze zmęczenie czy złe samopoczucie zwykle nie są naszymi wrogami. Zwyczajnie pokazują nam, że czas zwolnić, odpocząć, wyciszyć się, może zmienić otoczenie, przemyśleć parę spraw.

Dlatego warto nauczyć się słuchać tego, co w naszych uszach w pierwszej chwili brzmi jak nieprzyjemny zgrzyt. To on zwykle uczy nas najwięcej.


Love and peace within!   

Av Kasia - 21 mars 2016 08:12

Podam przykład z życia, bo życie jest naszym najlepszym nauczycielem.


Mindfulness to obecność w danej chwili. Pełna obecność tu i teraz.

Jej przeciwieństwo to mentalne dryfowanie, rozbijanie się o skały przypadkowych myśli, pomysłów, uczuć. To bezwładne podążanie za każdą sztuczką naszego umysłu. To wielki dramat.


Są różne sposoby na to, bo powrócić do chwili obecnej z otchłani tego dramatu, w jakim nam się wydaje, że się obecnie znajdujemy.


Weźmy taki przykład z życia: Mój umysł chce rozpaczać nad moim złamanym sercem. Nad poczuciem strasznej, niesprawiedliwej straty. Raz za razem odgrywa scenariusz jakiegoś wydarzenia, którego biegu nie da się odwrócić. Miota się. Walczy. Jest dramat i są łzy. Im więcej o tym myślę, tym dramat jest większy. Im więcej łez cieknie po twarzy, tym bardziej Wszechświat powinien sie nade mną ulitować i tym bardziej wziąć mnie pod swoje skrzydła i zatroszczyć się o biedną mnie...


I wtedy maluję oczy....

A dokładniej szczotkuję brwi małą sztywną szczoteczką numer 320.

 

Nagle czuję coś więcej niż moją rozpacz.

Skupiam całą moją uwagę na obecnym, chwilowym doznaniu tego czesania.

Na drapaniu szczoteczki numer 320 po mojej delikatnej skórze.

W tej chwili chwilowo znika mój dramat, moje nieszczęście.

Jestem tylko ja, moja potargana brew i mała plastikowa czarna szczoteczka.


I to jest mindfulness.

To jest ta przerwa w nadawaniu radia  m ó j  d r a m a t .

To jest miłosierdzie dla samego siebie.

Bo w rozpaczy można się zatracić.

A życie? Życie nie jest do rozpaczania. Życie ciągle nas sprawdza i uczy czegoś. O sobie. O innych.


...Nie chcę, żeby mnie zastało z potarganymi brwiami!


Dobrego tygodnia Życzę Państwu. <3

Av Kasia - 18 mars 2016 13:19

Kiedyś, jak było ciężko, tak prawie zupełnie niefajnie, nauczyłam się wyłączać czucie.
Stawiałam sobie cele: przeżyć do lunchu, przetrwać do wieczora, do weekendu, do świąt, do urlopu, do końca beznadziejnego roku...

PONIEDZIAŁEK.

To działa. Ale ma jedną zasadniczą wadę: wyłączając lęk, niepewność, poczucie bezsensu blokujemy również możliwość odczuwania radości, ekscytacji, miłości. Wszystkego.

WTOREK.

Zwykle udaje się doczekać do wyznaczonej chwili. Prześlizgnąć się przez to, co nas przeraża. Przeżyć.

ŚRODA.

Niewiele się z tego czasu pamięta.

Może chwilowe uczucie ulgi.
Dotrwałem. Przebrnąłem. Jestem cały.

CZWARTEK.

Potem czas uzbroić się na kolejną podróż z punktu A do punktu B.
Trochę się znieczulić.
I tak aż do smutnego końca...

PIĄTEK.

Dziś wiem, że nie ma na co czekać. Dziś jestem w tym, co jest.
Nigdy nie wiadomo, która filiżanka kawy będzie nasza ostatnia...

Delektujmy się żciem, póki trwa!

<3


p.s Zdjęcia do tego wpisu pochodzą z mojego konta na Instagram (kliknij, by zobaczyć więcej!). 

Av Kasia - 17 mars 2016 08:20

Ocknęłam się wczoraj wieczorem, (w gronie bardzo miłych Polek mieszkających w Szwecji!!! Dziewczyny, bardzo dziękuję za spotkanie :-*), i przypomniało mi się, że ZebraZone właśnie obchodzi drugie urodziny!!!


Ciekawy czas. Dużo emocji. Dla mnie i chyba dla tych Kilku Osób, które sa tu ze mną. Mam nadzieję :)


Dziękuję Wam za Waszą obecność, Waszą otwartość i bardzo bardzo, za Waszą kulturę i klasę.

Nigdy jeszcze, w dziejach ZebraZone nie spotkałam się z najmniejszą nawet kapką hejterstwa. Nigdy.

A to świadczy tylko o tym, jakich Ludzi przez duże EL udało mi się tu zgromadzić.

Dziękuję Tobie, i Tobie, i Tobie też tam gdzieś w kąciku. Nawet, jak nic nie mówisz :)

<3


Tak się zaczynało. Moje nieśmiałe, zawstydzone, dramatyczne, spowiedzi:


"Przez kilka ostatnich lat sterowalam moja lajba prosto na jakies ostre skaly i gdzies podskornie czulam, ze chyba jestem na niewlasciwej drodze. Ze jakas zmiana kierunku, a moze PRZEMIANA, bedzie konieczna, i to nagle, jesli mam wyjsc z tego calo. Albo chociaz ominac skale w bezpiecznej odleglosci.

Nie ominelam.

W pazdzierniku 2012, 18 miesiecy temu rozbilam sie z impetem o te skale. W zwykly, niedzielny poranek ocknelam sie po uszy w gownie zalamania nerwowego. Wypalenia, jak to powiedzial po kilku dniach moj lekarz.

 

Potrzebowalam gruntownej odbudowy, ale nie mialam pojecia jak to sie robi. Jak sie ZAJMUJE soba.

Tamten czas moge porownac do podrozowania po obcej, wyboistej drodze, na sflaczalych oponach, bez gps'u, w ta i spowrotem, wpadajac ciagle w te same dziury. Czasem nadal tak jest. Chociaz odnajduje powoli nowe sciezki, czasem sa przejezdne. Czasem nie... to naprawde bardzo dluga historia."

 

Dziś jest mniej dramatycznie.

 

Moja ideologia Zebry jest wszechobecna, jak widać, i co najważniejsze - DZIAŁA! :)


  

Rób swoje. A między wierszami - WYPOCZYWAJ!

 

Niech Ci będzie tak, jak tej zebrze na obrazku...


I mów sobie:

Pamiętaj, nie jesteś ani koniem, ani osłem, a przede wszystkim nie łosiem ani też zadnym wielbłądem.

Jesteś Zebrą!

 

Nie zadowolisz wszystkich! Postaraj się więc chociaż zadowolić siebie! :)


Love and peace within!   


Av Kasia - 15 mars 2016 11:35

Pisząc o byciu osądzanym przez innych i pokusie, by się przypodobać gawiedzi myślałam o tym, jak mi samej często zdażało się zmieniać ulubione, duże dzwoniące kolczyki na mniejsze, żeby mnie ktoś nie wziął za niepoważną papugę.

Myślałam o tym, ile razy sama starałam się dopasować wyglądem do grupy, w której miałam się chwilowo znaleźć.

Po co?

Bo poczucie przynależności jest ważne dla człowieka. Zwłaszcza takiego, który jest nowy w grupie i próbuje znaleźć swój kontekst, znaleźć swoje miejsce w tej grupie.


I przyszły głosy od Was na temat bycia wiernym sobie w miejscu pracy.


Miejsce pracy kieruje się poniekąd innymi zasadami. To w końcu moje zatrudnienie. To mój chleb powszedni, bez niego przecież nic.

Ale czy to usprawiedliwia odejście od siebie? Udawanie? 

Kto będzie stał po Twojej stronie, jeśli nie Ty w konflikcie interesów czy opinii w miejscu pracy.


I tu już nie chodzi o strój i makijaż, które mogą być naszą zbroją, naszym kamuflarzem. Mogą być narzędziem do ukrywania siebie ale i do dostosowania się do kodów i norm obowiązujących w banku czy w sklepie z żywnością.

Oszczędne pokazywanie siebie wśród współpracowaników to również nasze prawo do zachowania intymności i naszej integralności osobistej. W końcu jesteśmy zatrudnieni jako nauczyciel, kosmatyczka czy mechanik, a nie gej, katolik czy komunista.


Ale jeśli klimat w miejscu pracy zmusza Cię do ukrywania poglądów, przytakiwania ciemnocie czy przemilczania czyjegoś nieprofesjonalizmu czy chamstwa...?

Jeśli ze strachu o posadę biernie zgadzasz się na mobbing, nierówne traktowanie mniej wykwalifikowanego personelu czy głupie seksistowskie żarty wobec siebie...?


To przecież nie plac zabaw a skupisko dorosłych, poważnych ludzi. 

Nie można się zgadzać na kupowanie godności. Na uciszanie sumienia pensją.

A może się mylę?


Love and peace within!


Presentation


Embracing the NOW, Zebra-style.

Links

Ask Kasia

16 besvarade frĺgor

Latest Posts

Categories

Archive

Guest Book

Calendar

Ti On To Fr
       
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
<<< Juli 2016
>>>

Search

Statistics

Follow

Följ ZebraZone med Blogkeen
Följ ZebraZone med Bloglovin'

Skaffa en gratis bloggwww.bloggplatsen.se